Prolog
Wzniosła oczy w górę, by spojrzeć na ojca. Wydawał się być nieobecny duchem - jego oczy były jakby puste, wyprane z emocji, jednak jego duża ręka wciąż mocno trzymała jej małą. Przycisnęła ją do policzka, chcąc trochę go rozweselić. Drgnął, tak, jakby wybudził się z letargu, głębokiego odrętwienia. Pogłaskał kciukiem wierzch jej dłoni, przesyłając nie do końca przytomny uśmiech. Zewsząd podchodzili ludzie, przytulali ich, mówili coś na ucho, jakby wyrazy współczucia, po czym odsuwali się, wycierali mokre od łez oczy i wychodzili. Nie do końca rozumiała, co się działo. Miała siedem lat. Wiedziała co prawda, czym jest śmierć - że ani dzisiaj, ani jutro, ani pojutrze, ani żadnego innego dnia nie zobaczy już swojej matki - jednak w tamtej chwili było to dla niej zbyt abstrakcyjne, żeby mogło być prawdziwe. Klaudia w trumnie wyglądała spokojnie. Była naprawdę piękną kobietą, a całą swoją urodę przekazała syn...