Prolog

   Wzniosła oczy w górę, by spojrzeć na ojca. 
   Wydawał się być nieobecny duchem - jego oczy były jakby puste, wyprane z emocji, jednak jego duża ręka wciąż mocno trzymała jej małą. Przycisnęła ją do policzka, chcąc trochę go rozweselić. Drgnął, tak, jakby wybudził się z letargu, głębokiego odrętwienia. Pogłaskał kciukiem wierzch jej dłoni, przesyłając nie do końca przytomny uśmiech.
   Zewsząd podchodzili ludzie, przytulali ich, mówili coś na ucho, jakby wyrazy współczucia, po czym odsuwali się, wycierali mokre od łez oczy i wychodzili. 
   Nie do końca rozumiała, co się działo. Miała siedem lat. Wiedziała co prawda, czym jest śmierć - że ani dzisiaj, ani jutro, ani pojutrze, ani żadnego innego dnia nie zobaczy już swojej matki - jednak w tamtej chwili było to dla niej zbyt abstrakcyjne, żeby mogło być prawdziwe.
   Klaudia w trumnie wyglądała spokojnie. Była naprawdę piękną kobietą, a całą swoją urodę przekazała synowi, który wyglądał jak jej wierna kopia. Leżała teraz, w swojej ulubionej, jedwabnej sukience w czerwono-niebieskie maki, którą sama ręcznie malowała na warsztatach projektowania trzynaście lat temu. Uwielbiała kolorowe ubrania, pstrokate chusty, duże kapelusze, koronkowe sukienki. Tak wynikało z opowieści Adama, bo ona sama nigdy nie widziała matki w kolorach innych, niż czerń, biel, lub ewentualnie granat. Przestała też farbować swoje blond włosy na wściekle czerwony kolor. Zupełnie przestała o siebie dbać. Zaczął się liczyć tylko mały synek.
   Spojrzała na niebo. Była absurdalnie piękna pogoda, która w tej części Oregonu, miasteczku Colton, rzadko występuje. Jo lubiła takie dni, w przeciwieństwie do matki, która wtedy kompletnie ignorowała swoją córkę i męża. Kiedyś Jo zapytała go, czemu rodzicielka tak bardzo nienawidzi ładnej pogody, na co ojciec wzruszył ramionami i odparł, że najwidoczniej ma z nią złe wspomnienia. Jo automatycznie pomyślała wtedy o ślubie rodziców, który podobno odbył się właśnie w tak cudowny poranek jak ten, jednak nigdy nie uzyskała odpowiedzi zarówno twierdzącej, jak i przeczącej.
   Przeniosła wzrok na swojego młodszego o pięć minut brata bliźniaka, który kurczowo trzymał się jej płaszcza. Broda mu się trzęsła, starał się nie płakać. Miał o wiele lepszą relację z matką, niż ona. Nie wiedziała dlaczego, jednak Klaudia zawsze wolała swojego syna od córki. Dawała Erykowi więcej zabawek, dobrego jedzenia, czy słodyczy. Tłumaczyła wiele niezrozumiałych dla niego rzeczy, podczas gdy jego siostrę zbywała krótkimi frazesami, jak na przykład "nie mam teraz czasu", lub "zapytaj się ojca". Więc Jo chodziła do ojca, zapytać go, co wie o liczbie mrówek na świecie, lub dlaczego chmury przybierają różne kształty. Adam odpowiadał na tyle, ile wiedział. Jeśli nie miał o czymś bladego pojęcia, mówił jej, że to sekret i przekaże go jej, aż będzie wystarczająco dorosła, by go poznać. Później siadał przy encyklopediach i wielkich księgach, żeby tylko dać odpowiedź swojej małej córeczce.
   Również w tym momencie Eryk trzymał w drugiej rączce swojego ulubionego misia, którego dostał na trzecie urodziny. Jo dostała wtedy smoczek. Smoczek, który był brzydki, śmierdział, a poza tym, ona była wtedy już dużą dziewczynką i nie potrzebowała więcej smoczka.
   Ponownie spojrzała na ojca. Mimo, że matka go nie kochała, co było doskonale widoczne w tym, jak pogardliwie i wyniośle go traktowała, on wciąż się troszczył o to, by niczego jej nie zabrakło, oraz by wciąż czuła się kochana. Jo widziała, jak bardzo ojciec kocha swoją żonę, dlatego jeszcze bardziej nienawidziła jej za to, jak go traktuje. Kiedyś zapytała ojca, czemu wciąż tak bardzo dba o kobietę, która nigdy nie powiedziała mu nic dobrego. "Ja na przykład mamusi nie kocham", powiedziała wtedy. Mimo, że Klaudia w żadnym wypadku nie była jej bliska, ojciec nazywał ją "mamusią" w obecności Jo i prosił, by ona również tak o niej mówiła. "Zawsze się bawi tylko z młodym, daje mu moją ulubioną czekoladę, a mi nawet nigdy nie zrobiła warkocza!". Gdy Adam usłyszał poważne oświadczenie swojej małej córki, odpowiedział jedynie "Serce nie sługa, JoJo. Twoja mamusia jest po prostu bardzo nieszczęśliwa" po czym poczochrał jej włosy i smutno się uśmiechnął. Nie naciskała na więcej. Wiedziała wtedy, że rozmowa na ten temat jest już skończona.
   Usłyszała siąpanie nosem brata i objęła go wolną ręką, na co z chęcią zareagował, odwzajemniając uścisk. Zaczął cicho pochlipywać tak, by nie zwracać na siebie uwagi.
   Gdy w końcu wszyscy zebrani opuścili cmentarz, Adam schylił się do dzieci i ucałował ich w czoło. Jego oczy odzyskały wyraz. Teraz zionął z nich bezdenny smutek, miłość i... złość? rozczarowanie? Jo nie była pewna dostrzeżonego uczucia, chociaż wiedziała, że było ono bardzo przykre, a jej tata jest teraz bardzo, bardzo smutny.
   Brat uchwycił wolną dłoń ojca i razem ruszyli w stronę bramy cmentarza. Jako jedyny odwrócił się, by po raz ostatni tego dnia spojrzeć na trumnę matki. 

Komentarze